Za oknem dziś iście jesienna pogoda, a ja jeszcze cofnę się troszeczkę do deszczowego lipca, bo sierpień zdążył nam ten deszcz ładnie zrekompensować. Dość szybko zleciał mi pierwszy miesiąc wakacji, jak i drugi. Prawdopodobnie dlatego, że 3 tygodnie lipca miałam pracujące. Zdążyłam jednak też trochę odpocząć na urlopie, spotkać się z najbliższymi i zrealizować własne plany dotyczące dalszej pracy we Wrocławiu.

Ja w tych wpisach podsumowujących finanse cofam się miesiąc w tył, jednak też równocześnie odnoszę się do mojej obecnej sytuacji na czas pisania artykułu.

 

BUDŻET DOMOWY W LIPCU

 

Nie odroczyłam tego średniego kredytu. Płacę ratę co miesiąc. W sumie dług szybciej spada. To był ostatni kredyt, którym chciałam jeszcze raz wszystko w listopadzie ratować…. Po nim zaprzysięgłam sobie, że choćby moje małżeństwo miało się rozpaść, choćbym miała mieć komornika na koncie, choćby brakowało mi na jedzenie, choćbym sama miała nie dojeść- więcej żadnym kredytem nie zaryzykuję.

I teraz napiszę jak uzależniony człowiek: Jestem od 8 miesięcy czysta.

Od stycznia 2020 roku nie wzięłam ani jednego kredytu i ani jednej pożyczki pozabankowej. Nic nie wzięłam. Ja to piszę to czuję niebywałą siłę, ale też mam ciary na plecach, bo do spłaty zostało mi jeszcze około trzydziestu tysięcy (26 tysięcy w bankach).

SPŁACĘ

 

W zasadzie tyle rocznie kosztuje mnie utrzymanie wynajmowanego mieszania we Wrocławiu.  Jest to zobowiązanie dwa razy mniejsze, niż za czasów małżeństwa (które jeszcze na papierze trwa…). Wiem, że z czasem będzie lżej i to światełko w tunelu przeprowadziło mnie przez ostatnie kilka miesięcy. A teraz może być coraz lepiej. Kolejne kłody pod nogi przyjmuję z pokorą i przestałam rozpaczać. Kombinuję, żongluję wydatkami, czasem przestawiam wydatki, płacę później ale płacę, płacę na raty i nie panikuję, gdy zostanie mi ostatnie 3 zł na koncie. W tych 3 zł widzę jeden chleb, jedno mleko lub bilet ulgowy na 3h jazdę komunikacją miejską we Wrocławiu.

W lipcu miałam gości. Pozdrowienia dla Gosi z dzieciakami, pewnie czyta :), lipca nie zamknęłam na zero- zostały mi opłacenia czesne za studia- także pokładam wielkie nadzieje, że uda mi się zbudować nową bazę uczniów jako korepetytor we Wrocku. Żeby zamknąć się kompletnie w wydatkach na zero razem z ratami kredytowymi jak wrócą październik/ listopad- potrzebuję wypracować dochód w granicach 4 tysięcy złotych plus podwójne 500 plus.

I miałam jedno dość bolesne UPS na koniec lipca, które szarpnęło po kieszeni- zatrzasnęłam klucz od auta w bagażniku- bezinwazyjne otwarcie auta przez specjalistę kosztowało mnie dwie stówki. Pamiętam tylko to wrażenie, gdy zatrzaskiwał się bagażnik i łapanie za kieszenie, że może jednak…. Ale nie… Został w środku i się ze mnie śmiał. Zapłaciłam cenę za nieuważność i pośpiech.

 

WROCŁAW

 

Zaczynam mieć coraz większą orientację, co do infrastruktury Wrocławia. Poznaję budynki, ulice, dzielnice, ciekawe miejsca i kojarzę je ze sobą. Coraz mniej jeżdżę z nawigacją. Do centrum udaję się zazwyczaj tylko tramwajem, a jak chcę zaoszczędzić czas- to jadę samochodem- np w stronę kąpieliska Glinianki autem dojadę w 15 minut, a tramwajem 50 minut. Coraz mniej korzystam z aplikacji mobilnej, co do przesiadek aby dostać się w określone miejsce. Do Wrovclavii, Renomy, Sky Tower i na Krakowską na uczelnię dojadę z zamkniętymi oczami. A właściwie to na pamięć 😉 a poza tym z miesiąca na miesiąc to duże miasto pokazuje mi swoje możliwości. Lubię tu mieszkać i pracować. Wiecie, jeszcze nigdy tu nie spotkałam się z takim totalnie zaściankowym myśleniem, z jakimś zbędnym ocenianiem lub z totalnym chamstwem- być może dlatego, że większość Wrocławiaków jest skądś i to tworzy taką swoistą kulturę i tolerancję- choć z tym ostatnim różnie też tutaj bywa.

Na Instagramie stworzyłam projekt/ wyzwanie pod nazwą: 52 MIEJSCA W ROK BEZ WYDAWANIA FORTUNY – w każdym czasie można dołączyć i zacząć swój rok pod kątem wyzwania- zapraszam 🙂

Wyzwanie znajdziecie również pod Hashtagiem: #52miejscawrok #52miejscawrokBWF

 

CO ZROBIŁAM W LIPCU, ABY POPRAWIĆ SYTUACJĘ FINANSOWĄ?

 

  • łapię w zasadzie każdą okazję, aby dorobić do budżetu domowego- korepetycje, nadgodziny w pracy, artykuł sponsorowany, wyprzedaż,
  • Po 18:00 w Lidlu trafiam na produkty oznaczone logo: „Kupuję, nie marnuję”. Tym określonym produktom kończy się data ważności i są przecenione o 50%
  • nadal szukałam drugiej pracy i w zasadzie rozwiązanie przyszło samo- etat plus stałe nadgodziny „u siebie”. W tym poniedziałek, który również mogę zasypać jakąś małą częścią etatu w innej szkole od września
  • o zmywarce chyba nie pisałam- równie dobrze „pierze” mi naczynia, gdy wrzucam do niej pół tabletki do mycia naczyń. Kupiłam w lipcu 100 tabletek do zmywarki za 30 zł. Biorąc pod uwagę to, że zmywarkę włączam średnio co dwa dni i stosuję sposób powyżej (Dzięki dziewczynom z grupy LEPSZE ŻYCIE) to tabletki starczą mi spokojnie na rok.
  • złożyłam wniosek o 300 plus, które otrzymam we wrześniu.
  • wstrzymałam dzieciom kieszonkowe do odwołania
  • Ostrzygłam sama psa- z pomocą Gosi 🙂  i zaczął wyglądać „jak człowiek” vel „parówka” ;D